Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warpstone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warpstone. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Weekend No.12 - Grey Seer

Narzekania na brak czasu ciąg dalszy. Lekki poślizg, jednak jak miało coś być to i jest. Weekendem co prawda poniedziałek mienić się nie może to jednak w weekend malowane było, więc uznaję, że cotygodniowa porcja szczurzego paciajstwa zaliczona.
Grey Seer, czyli miodny nie sprzedawany już regularnie metalowy model. Kawał solidnego figsiwa, a zarazem heros znajdujący się w ścisłym topie najbardziej użytecznych (moim zdaniem) szczurzych modeli. Co więcej w tym topie z czystym sumieniem mógłbym go sklasyfikować na pierwszym miejscu :P
Jak zwykle żal mi trochę, jak patrzę i widzę każdy niedopieszczony szczegół, czy olane niedociągnięcie. Jak zwykle też mówię sobie, że jeszcze kiedyś wrócę popoprawiać nieco, ale chyba muszę przyzwyczaić się do swojego malowania na speedzie i przyjąć, że lepiej nie będzie. Ewentualnie odejść od obranych przy założeniu bloga sztywnych ram czasowych. Hmm... Chyba jednak wybieram opcję pierwszą z nadzieją, że kiedyś zawrotnemu tempu będzie towarzyszyła jakość :P


sobota, 22 listopada 2014

Weekend No.10 - Warp Lightning Cannon

Dziesiąty weekendowy wpis, choć żadnej okrągłej daty daty nie reprezentuje to jednak jakiś minimalnie jubileuszowy musi być. Stąd też w tym tygodniu jednej z moich największych projektów i zarazem najbardziej skomplikowanych pomysłów. Konwersja Warp Lightning Cannona. Na samym początku swojego szczurzego zbieractwa wpadła w ręce piękny staroedycyjny, metalowy model. Nie mogąc trafić na okazję by zakupić drugi postanowiłem się go pozbyć i zainwestować w dwa nowe plastiki z obecnej edycji. Modele te budzą w ludziach skrajne uczucia, jedni uważają, że to super figs inni, że straszna lipa. Mi się z początku podobały, jednak gdy poleżały trochę na dnie szuflady i okazało się, że jednak żałuję straty metalowej wersji stwierdziłem, że trzeba tutaj czegoś wyjątkowego. Stąd pomysł na konwersję. Konwersję zakładającą wręcz zaprojektowanie tego modelu od podstaw. Pracy okazało się być przy tym naprawdę dużo, jednak wydaje mi się, że efekt jest tego wart.
Malowanie wymaga jeszcze pewnych szlifów, ale wiem, że w tym tygodniu już nie będę miał na to czasu, więc wrzucam w stanie w jakim jest - i tak moim skromnym zdaniem nie jest źle ;)



niedziela, 9 listopada 2014

Weekend No.8 - Warlord on Bonebreaker

Model za którego konwersję i malowanie trochę się zabieram. Rzekłbym wręcz, że niczym sójka za morze. Ostatecznie do pracy przystąpiłem w uwagi na udział w kampanii End of Times odbywającej się w sklepie Games Workshop w Warszawskich Złotych Tarasach (o tym jednak więcej w nadchodzącym kolejnym wpisie, czyli pierwszym raporcie bitewnym z tejże kampanii, a także na całym blogu) Tak czy owak, model potrzebny mi jest na bitekę w poniedziałek, stąd spory pośpiech przy jego wykonaniu. Pomimo tego jestem jednak z niego całkiem zadowolny.
Warlord on Rat Ogre Bonebreaker, czy jak woli polski podręcznik
 - Bitewny Wódz na Szczurogrze Łamignacie jest twardy, bije mocno i potrafi też być szybki. Prawdziwy kozak wyróżniający się z szeregów tchórzliwych mięczaków stanowiących trzon skaveńskiej armii - must have w każdej szczurzej kolekcji :D





sobota, 25 października 2014

Weekend No.6 - Too horrible to die!

Hell Pit Abomination - ta nazwa mówi wszystko. Prawdopodobnie jeden z najstraszliwszych potworów jakiego dane jest jest oglądać na stołach dominowanych przez skavenów. Drżące ręce, zimne poty i niepewny głos to częste objawy spotykane u graczy którzy mieli okazję przekonać się o sile Abomki na własnych figurkach.
Jakiś czas temu Aboma wyleciała z moich rozpisek. Wynikało to z fascynacji geniuszem inżynierów klanu Skryre i przemożnej chęci posiadania dwóch Warp Lightning Cannonów, co w myśl zasad ETC wyklucza możliwość wzięcia ze sobą Abominacji. Ponadto miałem problemy ze skutecznym dowiezieniem tego modelu do walki - modelu który tak lubi skupiać na sobie cały ostrzał - czy to artyleryjski czy magiczny. Jednak gdzie Warpstone, tam też i zmiany, więc to śliczne maleństwo znów gości w mojej niosącej śmierć, chaos i zagładę ekipie.
Przechodząc do rzeczy. Model okazał się okrutnie uciążliwy w malowaniu. Postanowiłem zatem pójść na kompromis pomiędzy prędkością, a jakością. Jestem w miarę zadowolony, chociaż jak zwykle - mogło być lepiej. Zwłaszcza tam, gdzie już ewidentnie się spieszyłem.

Abstrahując od kwestii modelarskich. Wczoraj miałem okazję rozegrać dwie bardzo przyjemne bitewki - na format Wrocławskiego Master Chefa (1600), oraz klasyczne ETC (2400).
1600 rozegrane przeciwko graczowi WE zakończyło się moim miażdżącym zwycięstwem - Storm Banner i zajazd pięciu oddziałów piechoty w towarzystwie Abominacji to było za dużo dla moich rajtuziastych rywali. Abomka oczywiście wyzionęła ducha, ale na tym o ile dobrze pamiętam zakończyły się moje straty - przeciwnikowi został jeden uciekający Wild Rider oraz jeden oddział Deepwood Scoutów któremu udało się uniknąć pogromu. Dużo moich szerokich jednostek i wąski stół sprawiły że dość prędko skończyło miejsce do uciekania.
Na ETC natomiast przyszło mi się zmierzyć z siłami Bretonnii. Bitwa wygrana w zasadzie w pojedynkę przez głównego bohatera tego wpisu. Coś tam rzeźbiłem magią, niewolnikami, czy innymi szczurzymi zabaweczkami, ale fakt iż już w pierwszej turze udało mi się wyeliminować za pomocą Gutter Runnerów jedyny trebusz i zarazem jedyne dystansowe zagrożenie dla mojego pupila, sprawił, że latająca frywolnie po stole Abominacja dokonała istnej masakry. Bitwy niestety nie udało nam się dograć do końca. Wynik był już jednak najpewniej znany, gdyż w momencie, w którym zakończyliśmy, przeciwnik nie miał już właściwie żadnych argumentów przy moich naprawdę marginalnych stratach.
Raportów niestety nie będzie, ponieważ nie robiłem zdjęć. Poza tym pierwsza bitwa ze sporą liczbą proxów, a druga nie dograna do końca, więc też jakoś wybitne by to nie wyszło. Może jak znajdę chwilę czasu to trzasnę je w wersji fabularyzowanej, ale w sumie nie wiem czy warto, bo z reguły bez zdjęć i tak mało komu chce się to czytać ;)

sobota, 4 października 2014

Weekend No.3 - Chieftain

Weekend ciężki, czasu mało, to i tytułowa aktywność dość znikoma. Przewidziawszy taki scenariusz w swoim wielkim planie dzieląc pracę na części przygotowałem takie nieco większe i nieco mniejsze. Tym razem leci taka zdecydowanie mniejsza. Chieftain. Często niedoceniany, a tak naprawdę bardzo przydatny w boju. Obowiązkowy punkt w szczurzej armii aspirującej do tytułu zabijacza wszechświatów.
Co do samego malowania to jestem w miarę zadowolony. Czuję tylko, że można go było jeszcze dopieścić/poprawić. Jak tak sobie na niego patrzę to mam wrażenie że to WIP, a jednak nie jestem w stanie skonkretyzować co dokładnie warto by przy nim jeszcze zrobić. Może ktoś coś?




Nie jest to jednak koniec. Aż takiej tragedii z czasem nie było... :P
Idąc za radą jednego z szanownych komentujących w tym wątku postanowiłem zabrać się za wykonanie kilku klimatycznych fillerów. Najprawdopodobniej któryś z nadchodzących weekendów poświęcę tylko temu tematowi, a póki co pierwsza przymiarka. W ruch poszła jedna ze skrzynek znajdujących się w pudełku bitsów które dostałem za jedno z najbardziej frajerskich miejsc na DMP. 13 - skaveńsko, ale w przyjętym systemie wydawania nagród byliśmy w kolejce 3ci od końca na 51 drużyn. Peszek.
Tak czy owak zdobyte w ów sposób bitsy okazują całkiem wysoką przydatność, więc może to i lepiej, że akurat w tej kolejności przyszło mi podejść do stolika z fantami ;)